Lilla Warung i zielone desery na Bali

Pogoda sprzyja wspomnieniom z podróży i marzeniom o kolejnych wyprawach. Tej zimy przenoszę się w myślach na Bali i wracam do małej indonezyjskiej knajpki w bocznej ulicy nadmorskiego miasteczka Sanur.

Do Sanur trafiłam w poszukiwaniu balijskiego spokoju z dala od imprez, dyskotek i tłumów turystów. Przy okazji szukałam też miejsc, w których można spróbować lokalnej kuchni.

Całkiem przypadkiem trafiłam do małej knajpki w bocznej ulicy, w którą turyści skręcali chyba tylko przez pomyłkę. Lilla Warung ukrywa się przed tłumami spragnionych dobrego jedzenia. Szkoda, choć z drugiej strony właśnie dzięki temu jest tam bardzo spokojnie i kameralnie. 

Gdy przechodziliśmy obok, wewnątrz było dość spokojnie, a nawet sennie. Jedna czy dwie osoby sączyły zimne napoje, czekając na swoje zamówienia. Skuszeni tym, że miejsce było niemal w całości do naszej dyspozycji, weszliśmy do środka.

Miejsce okazało się być bardzo przytulne, pełne nadmorskiego klimatu w indonezyjskim stylu. Plecione maty, drewno, w wazonikach świeże aksamitki.
Menu też wyglądało całkiem dobrze. Naszą przygodą z Lilla Warung zaczęliśmy od klasyków ulicznej kuchni indonezyjskiej, które od razu skradły nasze serca, a potem nastąpiło to, co najważniejsze. Deser!

Menu deserowe to tylko cztery pozycje, więc wiedziałam, że w ciągu naszego pobytu spróbuję każdej z nich. Nie wiedziałam tylko, że każdej spróbuję… wielokrotnie 🙂

Moim pierwszym deserem w Lilla Warung był przygotowany tradycyjnie balijski czarny ryż, podany z mlekiem kokosowym. Czy ja naprawdę zamówiłam deser BEZ czekolady? Tak! I było warto. 
Podoba mi się to, że wszystkie dania podawane w tej knajpce były pięknie wyeksponowane. Sposób podania podkreślał ich atuty – spójrzcie na tę głęboką czerń i kremową biel mleka kokosowego. Tak, oczami też jemy 🙂

A co powiecie na naleśniki na deser? Choć taki specjał może kojarzyć się z przedszkolnym jedzeniem, w wersji indonezyjskiej chwyta za kubki smakowe 🙂
Ten uroczy kolor to zasługa liści pandanu, rośliny bardzo popularnej w azjatyckiej kuchni. W środku kryje się rozdrobniony miąższ świeżego kokosa i cukier palmowy. Ten deser to punkt zwrotny dla moich kulinarnych upodobań. Nigdy nie przepadałam za smakiem kokosa i suchymi wiórkami, którymi niektórzy namiętnie dekorują wszystkie ciasta. Za to okazuje się, że świeży kokos to zupełnie inny poziom kokosowości 🙂 W takiej postaci kokos zdecydowanie smakuje świetnie.
Zastanawiałam się, dlaczego nie mam żadnego zdjęcia po przekrojeniu naleśnika. Im dłużej się zastanawiam, tym bardziej przypomina mi się jego smak i już wiem, że jedząc go, nie w głowie było mi fotografowanie. Byłam zajęta rozpływaniem się z rozkoszy 🙂

W menu nie mogło zabraknąć też bananów. Lilla Warung proponuje je w dwóch postaciach: smażone z sosem czekoladowym i panierowane, podawane ze świeżym kokosem i cukrem palmowym. Tak wyglądała druga wersja:

I tak mijały kolejne dni. Żaden nie mógł się skończyć bez wizyty w Lilla Warung. Gdy już wszystkie desery przetestowałam wielokrotnie, stwierdziłam, że pora wejść na wyższy poziom i nie tylko kończyć, ale też zaczynać dzień poranną wizytą w tej knajpce. Oczywiście nie z powodu łakomstwa. Co to, to nie! Okazało się, że w ofercie są też śniadania, a wśród nich kilka słodkich propozycji. Obok takiego odkrycia nie mogłam przejść obojętnie.
Nadal spragniona smaku Indonezji znalazłam coś dla siebie – placuszki z owocowymi dodatkami pod wdzięczną i prostą nazwą exotic pancake. 

To danie można chyba nazwać Balinese mess 🙂 Mamy tutaj zielone placuszki z dodatkiem liści pandana, banany, truskawki, do tego ananas i świeży kokos, a wszystko przykryte dzikim miodem i kremem kokosowym. Egzotyczna bomba! (kaloryczna również ;))

Oczywiście w Lilla Warung można znaleźć wiele innych ciekawych propozycji – całe menu jest godne polecenia.
W drugiej części sali jest też mały bar, który serwuje różnorodne napoje, w tym kolorowe owocowe smoothies i świeże soki.

Można spróbować m.in. koktajlu ze świeżego awokado z dodatkiem czekolady.

Są też świeże soki, takie jak ten z banana, papai i ananasa.

Lilla Warung ma też całkiem dobrą kawę. Tutaj przygotowana tradycyjną metodą bali coffee:

A tu kawowa rozpusta – Lilla coffee – mocne espresso z dodatkiem lodów.

Balijska kuchnia w wykonaniu Lilla Warung ujęła mnie swoją prostotą. Desery również wpisują się w ten nurt – wszystkie opierały się na świeżych i lokalnych składnikach. Fajnie, że mimo iż Bali jest turystycznym kurortem, można znaleźć tu miejsca, gdzie na deser nie serwuje się brownie i sernika nowojorskiego.

Jeśli traficie na Bali, odwiedźcie Lilla Warung.
Adres: Jl. Bumi Ayu No.6, Sanur, Bali 80228, Indonezja
Ceny: niskie

Terima kasih!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *